Nasze perypetie zza oceanu

Wszystko, co dobre szybko się kończy. Do Polski wracamy w zmniejszonym składzie: ja, Ania, Asia i Piotr. Z pozostałymi żegnamy się w Vegas – ich przygoda z USA będzie trwała jeszcze 2 tygodnie.

Po wcześniejszych perypetiach decydujemy, by wyruszyć na lotnisko nieco wcześniej. Odprawiamy się bez problemu, przechodzimy przez wszystkie kontrole zgodnie z planem. Znajdujemy swoją bramkę i czekamy.

 

Godzina odlotu zbliża się, jednak nic nie wskazuje na to, by mieli zacząć nas wpuszczać na pokład. Zerkam na tablicę informacyjną, a mój żołądek gwałtownie się kurczy- lot został opóźniony o 40 minut. Niedobrze- w Atlancie mamy tylko godzinę czterdzieści do samolotu do Europy. Biorąc pod uwagę, że to największy port lotniczy świata…

 

Kiedy po 40 minutach na tej samej tablicy informacyjnej wyświetla się informacja, że lot jest opóźniony o kolejną GODZINĘ, wiemy już, że nie zdążymy.

Przy bramce pojawia się obsługa.  Tłumaczymy osobie z obsługi jaka jest nasza sytuacja, a ona przez następne 30 minut pan wisi na telefonie przebukowując nasze loty.

W końcu informuje nas, że tej nocy już nic z Atlanty nie wyleci. Po wylądowaniu mamy zgłosić się do biura obsługi, gdzie otrzymamy vouchery na hotel. Z Atlanty wylecimy następnego dnia.

Lądujemy w Atlancie i zgodnie z instrukcjami kierujemy się do punktu obsługi, a potem po bagaże. One jednak postanowiły się nie pojawić. Idziemy do informacji i dowiadujemy się, że zobaczymy je dopiero w Warszawie. Fuck. Tego nie przewidziałam pakując do bagażu podręcznego książki a wszystkie ciuchy i kosmetyki do rejestrowanego. Nie tylko ja. Nikt z nas nie ma przy sobie ubrań na zmianę, więc później w hotelu czeka pranie w rękach.

Dziewczyny zaczynają panikować. UMRZEMY! Krzyczy bliska płaczu Anka a po chwili uradowana stwierdza, że to przecież fantastyczna przygoda! Wahania nastroju towarzyszą jej prawie cały wieczór. Ja już chyba za dużo przeżyłam, by przejmować się czymś takim. W porównaniu z groźbą spania na dworcu gdzieś pod Barceloną, to pryszcz 😉 Dziewczyny jednak nigdy czegoś takiego nie przeżyły. Panikują wzajemnie się nakręcając, a ja walczę z coraz większą chęcią uduszenia ich gołymi rękami i porzucenia zwłok na lotnisku 😉

 

Niedziela. Lot mamy dopiero po 23, wykorzystujemy więc czas, by pozwiedzać. Metro. Pani z informacji mówi nam gdzie nie iść żeby zachować wszystkie zęby i pomaga kupić bilety.

Wsiadamy do pociągu i po kilku stacjach orientujemy się, że jesteśmy jedynymi białymi. Dziwne uczucie. (Chodząc po mieście zauważamy, że jakieś 90% mieszkańców to murzyni).

Wyjeżdżamy z metra po najdłuższych ruchomych schodach jakie w życiu widziałam. Piotr pyta pierwszego napotkanego przechodnia o drogę, a ten po kilku chwilach stwierdza, że w sumie to może nas oprowadzić, bo idzie do biblioteki, więc mu się nie spieszy. Zyskujemy przewodnika.

 

Zwiedzamy Olympic Park ( tam już stała udekorowana świątecznie choinka), Philips Arena (to tutaj swoje domowe spotkania rozgrywa należący do ligi NBA klub koszykarski Atlanta Hawks) i  główną siedzibę CNN.

atlanta
Olympic Park
atlanta 2
CNN

Kierujemy się do World of Coca Cola, gdzie można zobaczyć cały proces produkcji napoju, którego składu pozazdrościłaby sama tablica Mendelejewa ;). Jednak kolejka i chyba przede wszystkim cena biletu, skutecznie nas od tego pomysłu odwodzi. Wchodzimy do znajdującego się zaraz obok sklepu Cola Coli. Można tam kupić wszystko,czego nie potrzebujesz: pluszowe miśki znane z reklam, przybory kuchenne, bieliznę ubrania a nawet biżuterię oraz takie dziwne rzeczy jak ogromne plastikowe butelki a nawet bombki choinkowe. Od tego dnia minęło już kilka tygodni, mi jednak do tej pory nie udało się zrozumieć: po co kupuje się takie rzeczy?

DSC_0195[1]

DSC_0202DSC_0200[1]DSC_0205[1]DSC_0198[1]DSC_0196[1]DSC_0204

Zjadamy najgorsze na świecie fast foody, a potem idziemy na amerykańskie piwko do baru, gdzie na widok kelnerek mężczyźni przestają być rasistami a kobiety zastanawiają się czy heteroseksualizm to na pewno dobra opcja 😉 Zostawiamy najwyższy, na jaki nas stać, napiwek i wracamy na lotnisko. Jednogłośnie stwierdzamy, że w sumie dobrze wyszło z tymi bagażami, bo przynajmniej nie musieliśmy taszczyć ich ze sobą całą drogę.

Na lotnisku jesteśmy ponad 2 godziny przed odlotem. Znów nie udaje nam się odprawić elektronicznie. Piotr prosi o pomoc starszego pana z obsługi. Natychmiast orientujemy się, że był to błąd. Pan wygląda jakby sam potrzebował pomocy. “Boże, niech on nam nie pomaga, bo wtedy na pewno nie dolecimy”. Moje modlitwy zostają wysłuchane: panu nie udaje się nam pomóc (uff, będziemy żyć) i kieruje nas do innego pracownika.

Lotnisko w Warszawie. Odbiór bagażu. O ile do tej pory byłam opanowana i przyjmowałam przeciwności losu ze spokojem, którego pozazdrościłby mi niejeden stoik 😉 tutaj zaczęłam czuć się jak przed egzaminem. Mimo, że na każdym kroku pytaliśmy ludzi z obsługi, czy nasze bagaże na pewno dolecą i za każdym razem byliśmy zapewniani, że będą w Warszawie, z każdą kolejna minutą nasza pewność maleje a kamień w żołądkach robi się coraz cięższy. Kiedy jako jedne z ostatnich, pojawiają się nasze walizki, oddychamy z ulgą! No, teraz można już spokojnie wracać do domu! Jedyne, o czym każde z nas teraz marzy, to prysznic.

 

A Wy? Jakie mieliście przygody w podróży?

 

Reklamy

2 thoughts on “Nasze perypetie zza oceanu

  1. nona 18 grudnia 2015 / 03:39

    CO!? Twoje historie są jak z jakiegoś filmu Magda ! haha XD „Pani z informacji mówi nam gdzie nie iść żeby zachować wszystkie zęby i pomaga kupić bilety.” Chyba zaczynam Ci zazdrościć takiego życia. Chce się krzyknąć „Hej, przygodo” to co tutaj przeczytałem i dwa wpisy wcześniejsze są tak b.niemożliwe nieprawdopodobne, że po przeczytaniu siedziałem pare minut w szoku z ogromnym niedowierzaniem. Po co się kupuje takie rzeczy 🙂 odpowiedz jest chyba prosta po to by mieć np. hobby XD Poza tym marka Coca Cola jak sama na pewno dobrze wiesz najbardziej znaną na świecie, więc popyt na takie rzeczy jest ogromny! Sam osobiście chętnie bym po oglądał takie rzeczy ale zapewne nic bym nie kupił chyba, że znalazłbym coś naprawdę oryginalnego 😀

    Polubienie

  2. :) 18 grudnia 2015 / 03:42

    CO!? Twoje historie są jak z jakiegoś filmu Magda ! haha XD „Pani z informacji mówi nam gdzie nie iść żeby zachować wszystkie zęby i pomaga kupić bilety.” Chyba zaczynam Ci zazdrościć takiego życia. Chce się krzyknąć „Hej, przygodo” to co tutaj przeczytałem i dwa wpisy wcześniejsze są tak b.niemożliwe nieprawdopodobne, że po przeczytaniu siedziałem pare minut w szoku z ogromnym niedowierzaniem. Po co się kupuje takie rzeczy 🙂 odpowiedz jest chyba prosta po to by mieć np. hobby XD Poza tym marka Coca Cola jak sama na pewno dobrze wiesz najbardziej znaną na świecie, więc popyt na takie rzeczy jest ogromny! Sam osobiście chętnie bym po oglądał takie rzeczy ale zapewne nic bym nie kupił chyba, że znalazłbym coś naprawdę oryginalnego 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s